" Legendy o Chojanach"

 
 



Poprzeczni Chojanie skąd to się wzięło?

Anegdoty o mieszkańcach Chojna. Rzecz to niezwykła, iż właśnie społeczności tej miejscowości przypisali sąsiedzi tak obfitą porcję kawałów wyrażających jakoby ich niedoskonałość.
„Chojany — pisała. Felicja Straszewska — wszystko robią „na popsycke”; konia do wozu zakładają „na popsycke”, 
orzą „na popsycke", baba z lasu chrust niesie „na popsycke”, kapelusz na głowic, pasek, szelki, wszystko, nawet żegnają się „na popsycke”,
a opowieść o drabinie w poprzek niesionej znana jest w całej niemal Puszczy Noteckiej. Owi „poprzeczni Chojanie" to „najczęstsze, określenie mieszkań­ców Chojna, wywodzące się od starego opowiadania – legendy o niesionej 
w poprzek przez las drabiny”.

Pokpiwanie sąsiadów do dzisiaj towarzyszy mieszkańcom Chojna, a repertuar współczesny dalece przekracza tu przytoczony.
Opowiada się o tym, jak Chojanie księżyc w studni łowili, jak im wiatraki poobcinały nosy, jak raka. lub szczupaka w Warcie topili, opowiada się o budowie kościoła, jego przesuwaniu, wnoszeniu światła do nowo wzniesionej obory, o tym jak się konia dorobili, jak wieś przez kota spalili,
Jak zabijali pszczoły. Dziesiątki anegdot w różnych wariantach tkwią wciąż w świadomości społecznej mieszkańców Puszczy Noteckiej i nic nie wskazuje, by kiedykolwiek ten właśnie element kultury uległ zatarciu bądź przewartościowaniu. Mieszkańcy Chojna są z pewnością
najbarwniejszą grupą w Puszczy Noteckiej, ze względu na megalomanie sąsiedzką wyrażaną o nich w  anegdotach.

Folklor słowny Społeczności zamieszkałej w Puszczy Noteckiej wyrósł i kształto­wany był na pograniczu dwóch regionów — Wielkopolski
z jednej strony i Branden­burgii z drugiej.
Na obszarze tym nie zostały wytworzone jakieś szczególne cechy, które mogłyby predysponować do roli regionu kulturowego. Aczkolwiek
w kształ­cie tej kultury determinowanej swoistym procesem osadniczym oraz niewątpliwym wpływem ogromnej puszczy, dopatrzeć się można cech indywidualnych, o czym zaświadcza część bodaj prezentowanych tu przekazów. 
To tutaj przecież szereg demonicznych wyobrażeń społeczność wiejska sadowiła w lesie, a nawet od tego lasu uzależniała ich istnienie. 
Las
ten był wszędzie, wdzierał się w pola i łąki, okalał jeziora, a. trzeba pamiętać, że zdecydowanie różnił się od dzisiejszej sosnowej monokultury.

Wojciech Łysiak

=================================================================

 "Jak to Chojanie z drobkum na popsycke przez las sli "

Pewnego razu, gdy Pan kasztelan Kwilecki z Dobrojewa będąc w swojej wsi dominalnej, Chojanie zwróciły się do niego 
z prośbą, czy zezwolił by im zrobić "dróżkę" przez bór na Małe Błota w kierunku Krzu. Rosły tam stare potężne drzewa, 
a w nich znajdowały się dziuple - barcie z pszczołami. Mówili, że nie mogą do nich dotrzeć z drobkum przez chynchy, 
bo bór jest duży, a krzoki gynste dla tego nie oddają daniny miodowej. Panicz nic złego nie myśląc, zezwolił swym poddanym zrobić ścieżkę na szerokość drobki a ścięte zawadzające drzewa wykorzystać do budowy chałup. Chojanie zaraz po wyjeździe Pana zabrali się do roboty, ściynli najdłuższy kiołc (żerdź) i zrobili z niego drobkę na 30 metrów długą. 
Jednak po naradzie postanowili ją nie wzdłuż a na poprzyk nieść. Jak uradzili tak zrobili. Wyrómbali pas drzew na długość drabiny o de wsi aż pod górę na Małe Błota, tam im drobka pynkła. Nie zdążyli zrobić nowej, bo Pan przyjechał. Dziedzic "sknera", gdy zobaczył takie spustoszenie strasznie się zdenerwował, ale co miął począć - Chojanie go po prostu "po swojemu z korzyścią dla siebie poprzecznie zrozumieli". Od tego czasu utarło się powiedzenie "Poprzeczni Chojanie", którzy wszystko robią "na poprzyczke": konia do wozu wprowadzają na poprzyczke, orzą ziemię na poprzyczke, baba z lasu niesie chrust też na poprzyczke, kapelusz na głowie, pasek, szelki, wszystko nawet żegnają się na poprzyczkę. 

W miejscu tym gdzie drobka Chojanom pynkła do 1923 roku na środku drogi rosły dwie stare sosny.
Natomiast od 1996 roku na pamiątkę tego symbolicznego wydarzenia związanego z herbem Chojna, został ustawiony potężny granit skandynawski przyniesiony przez lodowiec do Chojna.


                   

========================================================================== 

"Legenda o niedźwiedziu"

Niedźwiad w skład tego osiedla wchodzą cztery zabudowania, miejscem centralnym jest gajówka pod starym dębem - pomnikiem przyrody noszącym nazwę - Niedźwiad. Nazwa ta związana jest z legendą o pasiekach leśnych i niedźwiedziu. 

"Zdarzyło się pewnego razu tak, że ktoś chojanom zaczął podbierać miód, niszcząc barcie i pozostawiając za sobą ślady dużych łap. Jeden z mieszkańców znalazł w lesie dużą jamę, więc postanowiono sprawdzić, czy tam nie siedzi ten duży zwierz. Po przejściu na miejsce nie mogli się zdecydować, kto ma wejść do dziury, w końcu wybrali jednego imieniem Jant. 
Opasali go powrozem, mówiąc: jak bydzie tam, to poszarpnij, a my cię wyciungniymy. Chłop wlazł do dziury, nie odzywa
się, nie szarpie, ani nie ciągnie za powrozek - cisza. Ci na zewnątrz nadsłuchują, medytują, co się stało, wreszcie zdecydowali - wyciągają. Wyciągli chłopa, a ten nie ma łba. Wszyscy się dziwują, czy un mioł łeb włażąc tam, czy nie. Jeden wpadł na genialny pomysł - mówi: wiycie co, chłopy, najlepiej bydzie, jak się spytumy jygo baby, chba bydziee wiedzieć. Jak uradzili, tak zrobili. Gdy zaszli do jego chałupy, spytali się w te słowa: Nie możemy roztrzygnąć sporu, czy wasz chłop mioł łeb, 
czy nie, bo jak my go wyciungnyli, nie mo łba. Kobieta myśli, myśli, wreszcie mówi: Wiycie co, chłopy, przecie un na rano chyba go mioł, bo zupkę jod".




============================================================================

„Podanie ludowe o Pustelniku”

(Góra Pustelnia)

„Pfaffen Berg”

       Jak mówi podanie ludowe, na górze Pustelni (88 m npm) żył przed laty w ziemiance nakrytej chrustem i mchem, pustelnik,
       stąd nazwa góry, później (w 1904 r.) nazwa leśnictwa i leśniczówki.

Nikt nie wie, kim on był i za jakie winy pokutował – chodząc po kolanach wierzchołkami wydm na odpust do odległego o 40 km Lubasza pod Czarnkowem. Pustelnik żywił się rybą, którą każdego dnia chodził złowić do pobliskiego jeziora o nazwie Kłuchówiec. Mieszkańcy wioski, zbierając grzyby w lesie, zachodzili na stromą górę zaglądać do ziemianki pustelnika.
Ale on stronił od ludzi i w ogóle z nimi nie rozmawiał, tylko dawał znak ręką, ażeby sobie poszli.

Góra Pustelnia od 1790 roku figuruje na mapach niemieckich jako „Pfaffen Berg”.
W bezpośrednim tłumaczeniu „Góra Klechy”. W polskich opracowaniach naukowych wymienia się ją  jako „Mnisia Góra”. Mieszkańcy Chojna od wieków mówią na nią Pustelnia i tak figuruje na mapach polskich od okresu przedwojennego do dziś.

Według kroniki parafialnej na szczycie góry w 1924 roku została wybudowana wieża obserwacyjna przeciwpożarowa, była wyposażona w telefon dający możliwość łączności z leśniczówką. Wieża istniała do 2003 r. Dzisiaj jedyną pozostałością po niej jest fundament, który pozwala zidentyfikować górę Pustelnie wśród innych wydm. Na  Wierzchołku wydmy w czasie kopania fundamentów w 1924 r. wykopano parę urn z okresu kultury łużyckiej, co świadczy, że to miejsce w zamierzchłych czasach było miejscem szczególnym. Nieopodal nad jeziorem znajdują się pozostałości po warsztacie obróbki krzemienia z przed 7 tys. lat.

 

=========================================================================================

Chojanie w Dobrojewie

Gdy owi Chojanie oddawali drobiazg (gęsi, kaczki itp.) jako daninę do dworu w Dobrojewie, wtenczas zapędzali ten drób na dziedziniec, a każdy niósł ze sobą stołek, i przyszedłszy, a postawiwszy go, sam na nim usiadł. Więc kiedy dziedziczka kasztelanowa (Kwilecka) wyszła dla oglądania tej sceny i koło nich stała, oni widząc, że w tej chwili usiąść nie może, naigrywali się z niej i z dumnym odezwali przekąsem: „Usiadłaby gołka, ale nie ma stołka'".

Oskar Kolberg, „Wielkie Księstwo Poznańskie” 1877 r.  t.9

 

============================================================================= 

 

Pierwszy kot w Chojnie

Chojanie tedy od jakiegoś Niemca dostali, czy kupili kota, którego to zwierzęcia przedtem nigdy jeszcze nie widzieli. Przywiódłszy go do domu, nie wiedzieli co mu mają dać żreć; wrócili tedy do Niemca z zapytaniem: „coby kot żerał" - Niemiec nie rozumiejąc po polsku, pyta się ich: „was?" — Wracają tedy z wielkim strachem wołając: „o mój Bartoszu, ady ón nas będzie żryć! — coby ón miał nas jeść, niech lepij idzie do diabla". Postanowiono tedy kota zabić, lecz ten po drzewach, dachach uciekł i na kominie przysiadł, a schwytać go już było trudno. Cóż więc począć? Rada tedy stanęła, aby zapalić chałupę, na której kot siedział. Uskuteczniwszy to, widzieli jak wieś zgorzała, a kot uciekł.

Oskar Kolberg, „Wielkie Księstwo Poznańskie” 1877 r.  t.9

===================================================================================================

Trzy Panny – „Przepadnia dusz”

Byłoby wszystko dobrze i nawet dość wesoło żyło się w Chojnie, gdyby nie nade­szła nagie wielka zaraza. Ludzie, 
jeden po drugim padali. Epidemia cholery nikogo nie oszczędzała. Starcy, kobiety, mężczyźni, dzieci, niezależnie od tego czy to był zupełnie biedny, czy lepiej mu się powodziło, wszyscy padali niczym zatrute muchy. W całej wiosce i okolicy zapanowała wielka panika i strach. Kto mógł i gdzie tylko mógł uciekał jak najdalej. Tak też i było z trzema dorodnymi pannami. A jako że miały już swoich kawalerów i zamierzały w najbliższym czasie wydać się za mąż, postanowiły szukać dla siebie ratunku. Jak przetrwać tą zarazę, aby nie popaść w Jej moc? Doszły do przekonania, że najlepiej zrobią, gdy nikomu nic nie mówiąc uciekną daleko w głąb puszczy. W tajemnicy przed wszystkimi, aby inni za nimi nie pobiegli.
Pod osłoną mroku udały się w głąb puszczy. Jako miejsce schronienia obrały sobie niewielkie wzgórze, w okolicy zwanej Olszycami. Tam też widział ich przecho­dzący gajowy. Kiedy ojciec z matką niepokoili się nieobecnością córek w domu, zaczęli dopytywać tu i tam. czy kłoś nie widział ich córek, A kiedy dotarli do gajowego, otrzymali tę oto informację.  Widziałem je wsystkie trzy, zdrowe i całe na górze w Olszynach. Udał się więc ojciec do wskazanego miejsca, ale córek tam nie napotkał. Różne myśli go nachodziły.

A może zbójnicy złapali i uprowadzili widząc tak piękne panny? Może padły od zarazy lub rozszarpał Je jakiś zwierz? 
Po jakimś czasie, ludzie zaczęli opowiadać, że w Olszycach straszy. Kiedy zapada ciemność ze wzgórków dochodzą śmiechy 
i śpiewy, a z głosu rozpoznają, że mogą to być właśnie trzy panny. Nawet ktoś miał ponoć widzieć je na szczycie, to na jednym, 
to na drugim i trzecim na przemian wzgórku. Nad ranem w dolinie od czasu do czasu rozpościera się mgła przybierając różne kształty przypominające panny w bieli.

W ten to sposób, miejsce to w Olszycach nazwano „Górą trzech panien" a jako, że były tam i śpiewały lecz nigdy nikt ich nie mógł złapać, dolinę pod wzniesieniem nazwano „Przepadnią dusz".

===========================================================================================  

Struga Czarnoszyńska - „Tam gdzie diabły młode mają”

Struga Czarnoszyńska znajduje się przy wjeździe do Chojna od strony Wronek, przecina „w poprzek” szosę w połowie drogi między Lubowem a Chojnem. Struga płynie do Warty w głębokim, krętym jarze, wcięta między wydmy. Zbocza porośnięte 
są leszczyną, wiekowymi dębami i olchami w których znajdują się liczne dziuple. Struga swoje źródło posiada w mokradłach 
i torfowiskach na Błot Wielkich. W środkowym jej biegu pośród olbrzymich dębów znajdował się młyn wodny zwany „młyniskiem”, pozostało po nim koło młyńskie.
Struga Czarnoszyńska - jak sama nazwa mówi jest to miejsce tajemnicze! Związane z nią  jest podanie o diabłach, które potopiły w nocy konie. Mówiono dawniej, że „nad Czarnoszyną w nocy straszy”, huczą sowy a w bystro płynącej wodzie między korzeniami pluskają się pstrągi. W dawnych czasach nie było tu mostku tylko płytki bród, który trzeba było przekroczyć chcąc się wydostać z Chojna.

======================================================================= 

 

Dziennik Poznański                           Wtorek, 21 września 1875 roku 

Wiadomości Miejscowe i Potoczne 

Droga piosenka i niezwykły proces.
Mieszkańcy Chojna, wsi 1 ½ mili od Wronek odległej, słyną w okolicy z bystrości umysłu
i dowcipu. Znane powszechnie w powiecie dykteryjki, jak Chojanie księżyc w studni topili, jak drzewa z drogi ścinali, by nie zawadzały w poprzek na wozie położonej sośnie itd.
Sława Chojan nie jest niezasłużoną, jak świeży przykład poucza.

Przed kilku tygodniami śpiewał wyrobnik Jan Prostak z Chojna w karczmie w obecności kilku osób piosenkę: 

Ożeniłbym się, ale żeby dobrze,
A od pijaczek zachowaj mnie, Boże,
Bo mi żona rano wstaje
Daj mi, mój mężu, śniadanie
I gorzały też,
Bo mi się pić chce.
Żonko kochana, przestań ty pić,
Bo tej gorzały masz i za dosyć,
Bo jak ty nie przestaniesz,
To i kijem dostaniesz.
Za twoje plagi,
Pójdziesz na skargi?
Gdzież pójdziesz skarżyć, żono kochana.
Pan cię nie przyjmie, boś ty pijana!
A pójdę ja do kumoszki,
Wypiję kielich  mądroszki!” 

Czy Prostak jest poetą i piosenka jego własnym utworem, nie wiemy – dość, że obecnym się podobała i proszono Prostaka, aby raz jeszcze zaśpiewał. „Co mi dasz”? pyta Prostak najusilniej go proszącego wymiernika Szczepana Malujdę z Chojna - „Pięćset talarów i krowę” była odpowiedź. 
„Biorę was wszystkich obecnych na świadki” rzecze Prostak i powtarza wzwyż wymienioną piosenkę. Tak opowiada rzecz całą Prostak w swej kilka dni później do sądu szamotulskiego podanej skardze przeciw Malujdzie, w której żąda zapłaty 1500 marek i dania krowy, opierając się na $.165 I 5 p.pr. krajowego, który brzmi:

„Jeżeli przedmiotem głównym ustnego kontraktu są czynności i zostały wypełnione, wynagrodzenie winno nastąpić według ustnej umowy”
Proces toczy się obecnie i Prostak mógłby mieć niezawodnie najpiękniejsze nadzieje, gdyby jego przeciwnikiem nie był Chojan, który go również bronią prawną – żartem zwalczy.

$. 52 II 4 p.pr. krajowego powiada bowiem, że „oświadczenie woli, z którego powstają prawa I obowiązki, winno być poważne” a $. 55 dodaje, że „prawdziwość twierdzenia, jako oświadczenie woli tylko dla pozoru lub żartem nastąpiło i winno z okoliczności jasno wypływać”. Tak więc Prostak nie wzbogaci się zapewne – a całą jego satysfakcją będzie to, że przyczyniło się do utrzymania sławy Chojanów! 

Tak chojan chciał nabrać chojana. Nie wiadomo, jak sąd uporał się z niezwykłym pozwem, bo Dziennik Poznański po pierwszej informacji (21 września 1875 r.) nie podał dalszego ciągu i zakończenia. 

  ===========================================================================

Nr. 4                                                 Z Grodu Halszki                                         str. 35
(gazeta wydawana przez gimnazjum w Szamotułach w okresie międzywojennym - 1935 r.)
Gazeta znajduje się w zbiorach biblioteki publicznej w Szamotułach
 

O Chojnie i Chojanach

Na północnym krańcu powiatu szamotulskiego, na prawym brzegu 'Warty, leży wieś Chojno. Wieś ta, zbudowana bez planu, rozciąga się na przestrzeni co najmniej 4 km., pomiędzy Wartą i wielkimi nadgranicznymi borami. Bory te są żywicielami całej wsi; latem dostarczają grzybów i jagód, zimą opału i zwierzyny. Wieś sama przez się nie byłaby ciekawa, gdyby nie... Chojany. Chojanami nazywa się ludność, siedząca z lewej strony Warty, mieszkańców Chojna. 
Chojany są wysmukli, bruneci, zacięci i bardzo skorzy do bitki, przez ludność innych wsi nie lubiani i obrzucani wyzwiskami, są przedmiotem drwin i dowcipów całej okolicy. Ponieważ są to ludzie na ogół ubodzy, nie cieszyli się dawniej zbyt dobrą opinią, i gdy w okolicy cos „zmieniło pana", zastanawiano się, czy przypadkiem Chojan tamtędy nie przechodził. Rzadko też ożenił się ktoś z dziewczyną z Choina; pospolicie nazywają tamtejsze kobiety „czorne chojuny". One zaś mają wielkie zamiłowanie do błyskotek, a bardzo małe do porządku, bardzo lubią tańczyć, mniej pracować, więc z tem wszystikem i swoją „czornum" urodą podobne są zupełnie do cyganek. Dawniej Chojany wyjeżdżali „na Saksy", a wróciwszy do Chojna przepijali swe zarobki w kilku niedzielach. Dlatego też bieda tam była, aż piszczało. W Chojnie spotykało się nie praktykowany w Wielkopolsce sposób działów majątkowych. Np. stary Chojan, mający ośmioro dzieci, a 4 morgi gruntu 
i chałupę o dwóch izbach, wyposażając dzieci, dzielił majątek na 8 zagonów i chałupę na dwie lub cztery części. A trzeba wiedzieć, że w Chojnie, jeśli wyjedzie się wozem w pole, to koń resztki pary puszcza, koła się obracają, piasek po nich, 
jak woda po młyńskim kole, spływa, a wóz ani rusz. Jednakże Chojany tem się nie przejmują i jeśli urodzi się dziecko, 
to noworodka stawiają w okno i głowa rodziny mówi: „Pac, a. na co spujzys, syćko byndzie twoje". Strasznie „hambitny" naród! Drwić z siebie nie pozwalają, a tymczasem z .powodu mazurzenia drwią z nich wszyscy, co oczywiście jest powodem porachunków nożowych. Chojany wszystko robią „na popsycke": konia do wozu zakładają „na popsycke", orzą ziemię 
„na popsycke", baba z lasu niesie chróst też „na popsycke", kapelusz na głowie, pasek, szelki, wszystko, nawet żegnają się „na popsyoke". Opowiadają o nich, że żyjąc w borach długo byli chrześcijanami tylko z imienia.
Przyczyniał się do tego także brak kościoła po tamtej stronie Warty, czyli „za zykum". Musieli oni chodzić na nabożeństwa do Biezdrowa, a że to wcale nie blisko, chodzili kompanjami. Opowiadają o nich, nie wiem czy prawda, że, idąc do kościoła przez Pakawie, klękali przed tamtejszym... wiatrakiem i modlili się w ten sposób; „A ty przenojświyntso Panienecko, obrocej się, obrocej się!" 
Zdaje się jednak, że Chojany klękali przed krzyżem, który stał w pobliżu wiatraka na drugim pagórku, a współ parafianie oplotkowali ich w celu ośmieszenia.
Za Chojnem w lesie jest ogromnie szeroka, piaszczysta droga, o której powstaniu opowiadają, co następuje; Za. czasów pańszczyźnianych, może 80 lat temu, Chojno z lasami, obecnie państwowemi, należało do kasztelana Kwileckiego z Wróblewa. Znałam staruszkę, która doskonale pamiętała te czasy i na własne oczy widziała, 
jak Chojany pędzili kury, gęsi i prosiaki, jako dziesięcinę, do „kasteluna". Ponieważ w lesie ptactwo ustawicznie uciekało, Chojany wyrąbali tę szeroką drogę i na czele i w końcu pochodu „gadzinowego" niosąc długą drabinę, Popędzili z Bożą pomocą swoje „stwory" do „zyki". Nad „zykum" zaczęli się skrobać po głowie i medytować, jakby to wszystko przewieźć 
na drugą stronę. Po dwóch dniach tych medytacyj wpadł Chojanom taki koncept do głowy: położyli drabiny na brzegu 'Warty, powiązali szmatami nogi zwierząt do szczebli drabin i puścili tę menażerję na wodę, sami zaś płynęli obok, wrzeszcząc okrutnie i długiemi żerdziami „prostując, co by to nie pojechało na popsycke". Po tak trudnej przeprawie zapędzili „stwory" 
do kasztelana. Inni znowu utrzymują, że drogę zrobiły djabły, gdy się pewnego razu okrutnie na Chojanów rozgniewały. Szalały ponoć wtedy djabły po lesie i wyrywały wszystkie sosny w miejscu dzisiejszej drogi, aby Chojany, jadąc tamtędy, 
a .nie mogąc wydobyć się z tego żywego piachu, klęli, na czem świat stoi. Mnóstwo innych ciekawych anegdot o Chojnie opowiadano dawniej, obecnie zasnuły się one mgłą niepamięci. Została Chojanom jeszcze gwara „popsecna", którą zainteresowali się uczeni i nad którą w ostatnich czasach przeprowadza się badania naukowe. — Utrzymuje się podanie,  
że Chojany to jeńcy czescy, osadzeni przed wiekami w borach -Chojna, i że dlatego tak długo utrzymali swoją odrębność językową, rasową i obyczajową.

Fela Straszewska, kl. VI.

 ============================================================================

 Łowcy księżyca 

Powiadali w Chojnie, że żartownisie nocą wiadro do studni wpuszczali, aż skrzypieniem żuraw postawił cała wieś na nogi. Zbiegli się ludzie i pytają: Co się stało? Co robicie? Księżyc, szelma, wpadł do wody, wyciągnąć go nie możemy. Pomóżcie, jak umiecie. 

   



Powrót na stronę główną