CHOJAN  Z  KALWARII  I  ABORYGENI

Od 01.10.2013 – 28.02.2014 r. przebywałem w Australii.

To jedyny kraj, który obejmuje cały kontynent. Dzieli się na stany, hrabstwa, okręgi i miasta. Wskaźnik rozwoju społecznego plasuje Australię na 2 miejscu w świecie za Norwegią.

Australia jest krajem wielonarodowym; co 4 mieszkaniec urodził się poza Australią. W dużych aglomeracjach /Sydney, Melbourne/, patrząc na przemieszczające się osoby, wydaje się, że na 100 mieszkańców, 80-85% to Azjaci.

To kraj olbrzymich przestrzeni i przyrodniczych kontrastów. Od lasów deszczowych /brakowało mi sosen i brzóz – tam nieliczne – reszta to różnego rodzaju eukaliptusy/, po nieprzebrane piaski pustyni.

Grunty orne stanowią jedynie 4% terytorium Australii, z czego uprawia się tylko 80%. Pastwiska zajmują 60% kraju. 25% powierzchnia zajmują gospodarstwa hodowlane /głównie bydło i owce/, o średniej powierzchni 30 tys. ha.

Gęstość zaludnienia od 0,16 osoby na km kwadratowy w Terytorium Północnym i 0,86 w Australii Zachodniej, po 8,70 w Nowej Południowej Walii i 23 osoby na km kwadratowy w najbardziej zaludnionej Victorii.

Przebywałem w miejscowości Geelong w stanie Victoria. To drugie co do wielkości po Melbourne miasto w Victorii, a 11 w całej Australii /205 tys. ludności/. Geelong zajmuje obszar 1240 km kwadratowych. Dla porównania Poznań z 550 tys. mieszkańców zajmuje tylko 262 km kwadratowe.

A teraz trochę ciekawostek.

W Australii obowiązuje ruch lewostronny. Maksymalna szybkość na autostradach, drogach ekspresowych i niektórych lokalnych to 100 km/h. Ceny paliwa /olej napędowy jest zawsze droższy od etyliny/ wyrażane są w centach za litr – np. 152,3 centa.

Drogie są usługi rzemieślnicze, taksówki, posiłki w restauracjach, a także papierosy i alkohol. Wyroby tytoniowe, nawet w trafikach nie są widoczne. Ktoś, kto nie zna nazwy miejscowej marki papierosów nie zostanie obsłużony.

Bilet kolejowy do Melbourne, czy Sydney, jest jednocześnie biletem na tramwaj i autobus. Można także na poczcie bądź w niektórych sklepikach kupić całodobową kartę, która jest biletem na autobusy, tramwaje, metro, czy promy pasażerskie.

Australijczycy żyją „na luzie”. Nikt nie zwraca uwagi na wygląd, czy ubiór. W teatrze, operze lub koncercie muzyki klasycznej, rzadko widzi się mężczyzn w garniturach, a panie w wytwornych toaletach.

Wiele uwagi przywiązuje się tam do przyciągnięcia turystów. Każde, nawet najmniejsze ciekawe miejsce jest oznakowane drogowskazami i opisane.

W każdym parku, skwerze, nadbrzeżnej zieleni, jest miejsce, gdzie można grillować, zagrać w piłkę, czy kometkę. Na każdym przydrożnym parkingu, nawet na największym odludziu, toalety i miejsce na grill.

Na koniec ciekawostka dla wędkarzy. Zezwolenie wykupuje się w miejscach w których wędkarz zaopatruje się w przynęty. Emeryci wędkują za darmo.

Warto odwiedzić Australię, choć droga długa i kosztowna.

Do tych skreśleń dokładam kilka zdjęć z urodzin mego zięcia. Zdjęcia wyjaśniają tytuł „moich wypocin”.

Pozdrowienia dla Wszystkich mieszkańców Chojna, a także „Chojeńskich Domkowiczów”

- Włodzimierz Radzi – Kalwaria 92.

 


Próbowałem zadąć na "aborygeńskiej trąbicie".

 

 


Ja z zięciem i aborygeńskim trio.

 


Na wspólnym zdjęciu, solenizant ze swoim najmłodszym potomkiem.

Zdjęcia z pobytu u Patrycji w Australii. Zięć /obchodzący 50. rocznicę urodzin/, gościł grupę przyjaciół. Jeden z tych przyjaciół w okresie roku szkolnego wychowuje trzech utalentowanych muzycznie Aborygenów. Oni to, umilali nam urodzinowe party, grając australijskie przeboje i autentyczną muzykę tubylców.